Poszliśmy
po spacerze nad rzekę, zastanawiałem się dlaczego właśnie tam odbywa
się cała impreza, ale wszystko wyjaśniło się na miejscu. Odbywały się
pokazy jeździeckie z elementami woltyżerki i trzeba było trochę miejsca
na rozbieg. Dwóch kaskaderów z Polskiej Rewii Konnej prezentowało sztukę
jeździecką dawnych Sarmatów.
Ominąłem prezentacje, ten Pan w białej koszuli, co kojarzył mi się z Bohunem to chyba Damian Dębski, lider Polskiej Rewii Konnej, szermierz, treser i jak widać niesamowity jeździec.
Po nich
znowu pokaz walk rycerskich w wykonaniu wojów Xiestwa Draconii Czarnej.
Towarzyszył im Klub Historyczny Nerd, prezentując sztukę zielarską
minionych epok, ekwipunek rycerski, strzelanie z łuku do celu i co
najważniejsze dając możliwość stoczenia walki przez małych wojów. Mój
syn to (nie chwaląc się) przywdział hełm, dobył tarczy i miecza i
wstąpił w szranki z rudowłosym wojownikiem. I zwyciężył! :)
Byli rycerze, ale były też i białogłowy. Ani chybi zielarki. :)
I Akcja!
Małas walczy.
Na
imprezie pojawił się także sokolnik, prezentując ptactwo drapieżne.
Szczerze mówiąc, ptaki były piękne, ale bardziej chyba ich miejsce widzę
wysoko w obłokach, a nie uziemione i przywiązane sznurkami. Wyjątek
stanowiła potężna „kruczyca”, Kaśka, która obłaskawiona była na tyle, że
z pobliskiego drzewa na które się schroniła przed upałem, dała się
przywołać wprost do ręki właściciela.
Widok uwięzionego Orła Przedniego trochę mnie zasmucił.
Puchacz za to wyglądał wspaniale, nawet uziemiony.
Kacha za to wyglądała na zadowoloną. Sama leciała do ręki swojego pana.
Sokół przespał całą imprezę w niezmiennej pozycji.
Widok uwięzionego Orła Przedniego trochę mnie zasmucił.
Puchacz za to wyglądał wspaniale, nawet uziemiony.
Kacha za to wyglądała na zadowoloną. Sama leciała do ręki swojego pana.
Sokół przespał całą imprezę w niezmiennej pozycji.
Dziś
ciąg dalszy upałów. Na szczęście kolega zaprosił nas na działkę, kupił
sobie basen. Chlupaliśmy się tam wszyscy, znaczy nasza trójka, On i Jego
10 letni syn, przeczekując wysoką temperaturę. Wylazłem z basenu,
obeschłem i z kumplem zdecydowaliśmy się zagrać w badmintona. Ha, nie
grałem chyba ponad 20 lat, ale frajdę miałem niesamowitą. Po wszystkim
byłem tak mokry, jakbym wyszedł właśnie z wody. Lało się ze mnie.
Podobno już nadciąga kres upałów. Może to i dobrze.